Powiązani kredytami

17 lipca 2010

Zenon Laskowik, lider poznańskiego kabaretu tey zasłynął kiedyś powiedzeniem, ze Polacy za czasów komuny najbardziej związani byli z kasą zapomogowo-pożyczkową. Było w tym oczywiście dużo humoru, ale i dużo prawdy. Kasa zapomogowo-pożyczkowa nie raz ratowała jej członków z finansowej opresji. Był to bardzo dobry sposób na problemy gotówkowe ówczesnych Polaków. Warto podkreślić, iż takie pożyczki nie były w ogóle oprocentowane, a to z tego miedzy innymi powodu, ze były to pieniądze członków kasy pochodzące ze składek. Teraz takich kas już nie ma, a szkoda, nie wszystko w peerelu jak widać było złe. Teraz jesteśmy najmoocniej związani z kredytami bankowymi, które stale nam towarzyszą w naszym codziennym życiu. Kredyty mieszkaniowe, hipoteczne, samochodowe i zwykłe kredyty krótkoterminowe zwane także konsumpcyjnymi. Czym się różnią? Najprawdopodobnie jedynie płytszym lub głębszym drenażem naszych kieszeń, czyli kosztem kredytu. Trzeba też wiedzieć, że konsumpcyjne kredyty krótkoterminowe są kredytami drogimi i co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Banki obiecując złagodzenie polityki kredytowej nie miały chyba na na uwadze kredytów konsumpcyjnych, bowiem obecnie twierdzą, że kryteria przyznawania takich kredytów zostaną jeszcze zaostrzone. Pytanie zatem po co ta cała kampania reklamowa kredytów bez zaświadczeń, bez bik i poręczycieli, skoro będzie o nie coraz bardziej trudno – ba takich kredytów już nie ma i prawdopodobnie nie będzie? Ale są też banki, które zapowiadają złagodzenie warunków na kredyty krótkoterminowe. Gdzie sens gdzie logika, przecież kredyty konsumpcyjne najczęściej są kredytami krótkoterminowymi. To po pierwsze. Po drugie kredyty konsumpcyjne i tak już drogie i trudne do zdobycia, w rzeczywistości na wskutek działań banków stają się jeszcze droższe. Problem tkwi nie w oprocentowaniu takich kredytów, ale w opłatach dodatkowych towarzyszących kredytom. Są to między innymi opłaty przygotowawcze, prowizje, marże oraz ubezpieczenia kredytów. Jeżeli to wszystko zliczyć to okaże się, że często rzeczywisty koszt takiego kredytu przekracza 40 i więcej procent. To są właśnie tanie polskie kredyty, tanie kredyty krótkoterminowe, z którymi jesteśmy teraz związani jak kiedyś nasi poprzednicy z kasą zapomogowo-pożyczkową. Tylko, że wtedy oni nie ponosili żadnych kosztów. Komu to przeszkadzało?
– Banki twierdzą, że najtańsze kredyty hipoteczne to kredyty w euro. Tańsze poprzez mniejsze oprocentowanie, zmniejszenie prowizji i marż oraz poprzez wydłużenie okresu kredytowania. A przecież według zapisów rekomendacji S o takie kredyty mogą starać się osoby mają o 20 procent wiecej kasy niż przy złotówkowych. Jak więc to wszystko pogodzić i w końcu jest z tymi tanimi kredytami w euro? – pyta jeden z klientów.