Od dawna omijają prawo

27 lutego 2012

Decydując się na kredyt staramy się, chcielibyśmy mieć jak najtańszy kredyt najlepszych na jak najlepszych warunkach. Czyli taki dobry kredyt. Wiemy jednak doskonale, że dobry kredyt tak naprawdę nie istnieje. Dobrych kredytów nie było, nie ma i z pewnością nie będzie. Może być najkorzystniejszy kredyt w naszej sytuacji materialnej, może być na jak najlepszych dla nas warunkach, ale każdy kredyt ma to do siebie, że należy go nie tylko spłacić, ale bank musi na tej transakcji również zarobić. Zarabia i to niemało na oprocentowaniu, opłatach bankowych, prowizjach, marżach, ubezpieczeniu, itd. Oczywiście płacą za to wszystko kredytobiorcy i jak się okazuje niemało. Jeszcze kilka lat temu za dobry kredyt uznawano kredyt we frankach szwajcarskich. Wtedy frank stał bardzo nisko i zaciągnięcie kredytu w szwajcarskiej walucie było najtańszym zabiegiem kredytowym. Ale teraz kredytobiorcy, którzy zdecydowali się wtedy na walutę szwajcarską słono za to płacą. Dlatego wielu z nich już myśli o przewalutowaniu kredytu, ale doradcy finansowi ostrzegają przed tą decyzją. Jest to bowiem najgorszy moment na podejmowanie tego typu decyzji. Wiec może dobry kredyt w złotówkach? Niekoniecznie, bowiem rada polityki pieniężnej w ubiegłym roku aż czterokrotnie podnosiła stopy procentowe i kto wie ile jeszcze razy podniesie. A przecież każda taka ingerencja rady to wzrost rat kredytów wziętych w złotówkach. A więc tak naprawdę dobry kredyt nie istnieje, czasami jednak w wielu sytuacjach jest jedynym wyjściem, więc kredytobiorców nie brakuje. Tymczasem z rzeczywistych wyliczeń wynika, że koszt kredytu w banku sięga nawet 60 i więcej procent, w parabankach nawet 200 procent. Niemal wszystkie banki stosują lichwiarskie zasady w pożyczaniu pieniędzy. Czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o dobrych kredytach i czy istnieje jeszcze najkorzystniejszy i najlepszy dla kredytobiorcy kredyt? Mało prawdopodobne. Natomiast są banki i są oferty o wiele bardziej korzystne niż większości banków i takich banków szukajmy. Ofert jest wprawdzie zatrzęsienie, ale wybrać dla siebie najkorzystniejszą jest naprawdę problemem. Banki tłumacza się, że taka sytuacja spowodowana jest kryzysem na europejskich rynkach gospodarczych – są to jednak tłumaczenia nie do przyjęcia i chyba ma rację jeden z dziennikarzy twierdząc, że po prostu banki nauczyły się omijać ustawę antylichwiarską. Przypomnijmy, że zapisy tej ustawy ograniczają wysokość nominalnego oprocentowania do wysokości czterokrotności stopy lombardowej NBP. W chwili obecnej wynosi to około 24% i do tego jak widać dostosowały się tylko dwa banki. Pozostałe ominęły obowiązujące je przepisy, albo po prostu złamały prawo i tym powinna się zająć komisja nadzoru finansowego

.