Masz kredyt? Problem z głowy

24 listopada 2011

Kiedy o kryzysie nawet nie myśleliśmy polityka kredytowa banków zmierzała w stronę udzielania jak największej ilości kredytów i obie strony – kredytobiorcy oraz banki były zadowolone. Banki, ponieważ ich obroty z każdym dniem rosły, kredytobiorcy, ponieważ mogli kupować mieszkania, samochody, nieruchomości, których za własną gotówkę nigdy by nie kupili. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że cały rynek mieszkaniowy trzymały kredyty udzielane na ich budowę oraz zakup przez klientów indywidualnych domów oraz mieszkań. Kryzys sprawił, że nagle wszystko się zawaliło. Deweloperzy przestali budować, bo nie mieli na to środków, kupujących było jak na lekarstwo, bowiem banki nie kredytowały również klientów indywidualnych. Praktycznie kredyt mieszkaniowy przestał funkcjonować na rynku kredytów.
Nie tylko kredyt mieszkaniowy, banki jeżeli nie wstrzymały całkowicie kredytowania, to z pewnością znacznie ograniczyły jego zakres, a także zaostrzyły warunki przyznawania kredytów. Ale to nie wszystko, bowiem w górę poszły również wszelkiego rodzaju opłaty bankowe, podniesione zostały także marże. Niec więc dziwnego, że koszty kredytów znacznie wzrosły, mimo to zapotrzebowanie na kredyty mieszkaniowe było i nadal jest duże.
Już w drugiej połowie ubiegłego roku banki zaczęły jednak łagodzić swoją polityke kredytową, a w ostanim okresie nawet uatrakcyjniają swoje oferty, między innymi poprzez zmniejszanie marż, rezygnując z części opłat bankowych oraz zmniejszając prowizje. Szczególnie są takie hojne jeżeli chodzi o kredyty hipoteczne w euro. Poza tym o wiele łatwiej jest także o zwykłe kredyty gotówkowe. Niestety jednym z minusów takich kredytów jest ich dość wysokie oprocentowanie.
Z ostatnich informacji prasowych wynika, że banki przy tym oprocentowaniu nieźle namajstrowały. Jak się okazuje rzeczywiste oprocentowanie takich kredytów nie wynosiło, jak to zwykle przy kredytach gotówkowcyh bywa, 15-18%, ale nawet 60-70%!!! Zgodnie z przepisami bank może najwyżej taki kredyt oprocentować do wysokości czterokrotności stopy lombardowej NBP, które obecnie wynosi około 20%. Tymczasem banki obeszły ten zapis ustawy antylichwiarskiej stosując wysokie opłaty przygotowawcze, prowizje oraz  ubezpieczenia kredytów. Na przykład getin bank w ten sposób zawyżył koszty kredytu do ponad 60%, nieco mniej – 57% mają na swoim koncie eurobank i paribas fortis i tylko nordea bank oraz volkswagen bank direct nie stosują w swej ofercie lichwy/ mieszczą się we wspomnianych 20 procentach/. Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że klienci są zaniepokojeni tym co się w bankach dzieje?
Tymczasem Komisja Nadzoru Finansowego bezradnie rozkłada ręce, bowiem banki stosują się do ustawy antylichwiarskiej i nie przekraczają wyznaczonego oprocentowania. O koszcie kredytu stanowią jednak opłaty dodatkowe, które klienci muszą płacić, a na to już KNF wpływu nie ma. Tylko czy banki nie zdają sobie sprawy, że tak postępując nadużywają zaufania swoich klientów?